 | Orłoś Kazimierz - Przechowalnia.pdf Rozmiar 1,2 MB |

Jest miasteczko. W miasteczku gimnazjum, posterunek milicji, komitet partii i izba wytrzeźwień. Są mieszkańcy – dyrektorka szkoły, jej mąż, oprócz nich pierwszy sekretarz Komitetu Miejskiego, komendant miejscowej MO i stały pensjonariusz izby wytrzeźwień nazywany „magistrem” lub dla znajomości pism klasyka filozofii „Marksem”. Schyłek siódmej dekady. PZPR rośnie (widać gołym okiem) w siłę. (…) Do powstającego osiedla partyjnej wierchuszki helikopter dostarcza cement i podłogową klepkę. Miasteczko od lat wiedzie uświęcony oficjalnym rytuałem żywot. Harmonia wszystkich instytucji – dyskretną opiekę sprawuje nad nimi miejscowa SB – przypomina łagodną bajkę.(...) Pewnego dnia, po nocy spędzonej w izbie wytrzeźwień, „Marks” postanowił skończyć z dokonującym się w niej bezprawiem. W barze „Kubanka” oświadczył swoim kumplom, że w „przechowalni” (…) biją i kradną. Heroicznie postanowiono zarządzić bojkot lokali gastronomicznych. Z rozklejonych na murach kartek o faktach dowiedzieli się mieszkańcy miasta. (…) W tym samym czasie w gimnazjum kilku uczniów (…) rozpowszechniło ręcznie pisane ulotki o antypaństwowej treści. (…) Co robi władza? Wykorzystując najlepsze siły i powagę autorytetu, przywraca w miasteczku porządek. (…) Likwiduje pokątne punkty sprzedaży alkoholu, ustala autorów ulotek i wyrzuca jednego z nich ze szkoły. (…) Na cześć zwycięstwa nad wichrzycielami pierwszy sekretarz i pułkownik milicji wydają specjalną bibkę. (…)
Autor rozpoczął pracę nad „Przechowalnią” w 1979 r. Był o krok od chwili, gdy groźna groteska władzy pierwszych sekretarzy nazwana została przez społeczeństwo po imieniu.
zanotowane.pldoc.pisz.plpdf.pisz.plkrypta.opx.pl